Nasz pierwszy syn…

W dniu 1 listopada 1980 roku w Zakopanem urodził nam się pierwszy syn. Dziękowaliśmy Bogu za nasze dziecko, daliśmy mu na imię Jan, Adam, był to czwarty Jan w rodzinie po tacie, dziadku i pradziadku (wszyscy wtedy jeszcze żyli). Ochrzciliśmy go dnia 23 listopada 1980 roku w Kościele Przemienienia Pańskiego w Czarnej Górze, gdzie mieszkaliśmy z rodzicami, a jego dziadkami, do ukończenia jego trzeciego roku życia. Potem przenieśliśmy się do Nowego Targu, zamieszkaliśmy w bloku. W wieku 6-ciu lat rozpoczął edukację w Szkole Podstawowej nr 5 im. Konfederacji Tatrzańskiej w Nowym Targu oraz naukę religii w parafii NSPJ w Domu Katechetycznym, na którą chodził razem z siostrą Agusią (miała wtedy 3 lata, a on się nią opiekował). W tej samej szkole uczył się do I klasy w roku szkolnym 87/88. Od II do VIII klasy uczęszczał do SP nr 11 im. Żołnierzy Armii Krajowej w Nowym Targu. Każdego roku miał świadectwo z paskiem, uczestniczył w konkursach i olimpiadach również na szczeblu wojewódzkim. Szkołę podstawową ukończył z wyróżnieniem. Dostaliśmy list gratulacyjny od dyrekcji szkoły. Był bardzo dobrym dzieckiem, sprawiał nam wiele radości i szczęścia, jakie może dać dziecko rodzicom. 14 maja 1989 roku przyjął I Komunię Świętą w Kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nowym Targu, którego proboszczem był ksiądz Józef Piasecki. Po skończeniu szkoły podstawowej, w latach od 1995 do 1999 uczęszczał do I Liceum Ogólnokształcącego im. Seweryna Goszczyńskiego w Nowym Targu do klasy z poszerzonym programem nauczania języka niemieckiego. Bierzmowanie przyjął dnia 22 maja 1996 roku z rąk księdza biskupa Jana Szkodonia wybierając sobie za swego patrona Św. Pawła. Był wesołym, pełnym energii, szczęśliwym chłopakiem. Zawsze opiekował się młodszym rodzeństwem: Agatką, Krzysiem i Piotrusiem. Był bardzo odpowiedzialny za nich, troszczył się, wspierał i pomagał im w każdej chwili. Uczył ich wiary w siebie, korzystania z życia i doceniania go, dzielenia się przeżyciami oraz zachwycania się codziennością i pięknem świata. Zarażał pozytywną energią wszystkich ludzi w swoim towarzystwie, często podtrzymywał na duchu i stawał w obronie innych. Miał wielu przyjaciół, koleżanek i kolegów, z którymi lubił się spotykać i spędzać wolne chwile, latem chodził w góry, a zimą jeździł na nartach. Każde Święta oraz wszystkie wakacje i ferie spędzał razem z nami, z całą rodziną w Czarnej Górze u dziadków (naszych rodziców) pomagając nam w gospodarstwie rolnym. W wakacje 1999 roku pojechał do Ameryki odwiedzić ciocię w Chicago, a przy okazji zarobić na studia by nas odciążyć, zawsze myślał o drugim człowieku i wyciągał do niego pomocną dłoń. W październiku rozpoczął studia dzienne w Krakowie na Uniwersytecie Jagiellońskim na wydziale historii, chciał także podjąć studia na wydziale prawa i administracji. Po roku studiów znów wyjechał do Ameryki, tym razem był w stanie Nowy Jork, gdzie pracował na farmie. Choć był daleko od nas wysyłał listy, a gdy tylko mógł dzwonił dzieląc się swoimi przeżyciami.

Kochał góry i w każdą wolną chwilę zabierał plecak i szedł w góry czasem z przyjaciółmi, a gdy się nie udało umówić szedł sam. Wracał zachwycony i oczarowany pięknem gór. Stwierdzał, że w górach łatwiej dostrzec majestat Boga, łatwiej poddać się kontemplacji i modlitwie. Dziwił się, że ludzie wybierając się w góry zabierają ze sobą radia, komórki itp., a nie przeżywają tego cudu obcowania z przyrodą. Był mądrym młodzieńcem, cieszył się życiem i kochał poznawać jego piękno. Ciekawił go świat, a zgłębianie wiedzy było jego pasją. Miał duszę humanisty, dużo czytał różnych książek, także religijnych m.in. Św. Ignacego Loyoli, ks. Józefa Tischnera, a przede wszystkim Pismo Święte, wybrane teksty podkreślał, a wiele z nich także zapisywał. Do kościoła chodził nie tylko w niedzielę ale również bardzo często w zwykłe dni. Wychodząc z domu zawsze mówił „zostańcie z Bogiem” i tak wyszedł ostatni raz z domu i więcej nie wrócił. 26 kwietnia 2001r. poszedł na Giewont, tam Bóg zabrał go do siebie.

Danuta Sarna, 2012 r.